-
wildlife
Marzyciel doświadczony - ...Jestem MARZENIEM! Jestem MARZENIEM świata, w którym każdy człowiek ma wiarę we własne siły...
Być drogowskazem i inspiracją
kategoria:
Życie ,
status:
tagi:
samodoskonalenie,
inspiracja,
intuicja,
pasja,
zycie,
milosc,
wiara,
pewnosc,
rodzina,
praca,
dom,
uczucia,
los,
przeznaczenie,
ufo,
tu,
teraz,
swiadomosc,
religia,
spelnienie,
szczescie
- Opis marzenia
-
Zrobię Wam wszystkim prezent. Zrobię go również sobie, ponieważ podzielenie się moją historią z kimkolwiek jest największym darem, jaki w tym momencie mogę Wam dać. Oto ona... Urodziłem się i wychowałem w rodzinie, która na dobra sprawę nie powinna była powstać. Mama już przed ślubem wiedziała, że nie pasują z tatą do siebie, jednak mimo to pobrali się. Dla niektórych ślub z pierwszym kochankiem może skończyć się spędzeniem reszty życia brakiem szczescia. Niestety po paru latach słodyczy, brak doświadczenia, różnica charakterów, nieumiejętność komunikowania się i kompleksy wzięły górę nad miłością i zaczęły dominować w ich związku. Niektórzy mówią, że rodzice powinni być razem ze soba dla dobra dzieci. Ja uważam, że jeżeli się nie kochają, powinni się rozejść dla dobra dzieci. Razem z bratem wychowaliśmy się w atmosferze wzajemnych pretensji, kompleksów, oskarżeń. Wszystko kumulowało się przez lata i chociaż wspominam swoje dzieciństwo z uśmiechem jednak wiem, że wyniosłem z niego bagaż, którego na całe szczęście nie byłem wstanie udźwignąć. Jako dziecko byłem przy tuszy. Moja waga rosła geometrycznie do mojego wieku. W wieku 14 lat miałem nadwagę, wstydziłem się swojego ciała. Jednak nie pokazywałem tego po sobie. Wydawałem się niezwykle pewny siebie. Zawsze dow****ny, uśmiechnięty, sarkastyczny. W ten sposób maskowałem kompleksy. Rówieśnicy mnie podziwiali, bo mówiłem to co chciałem i komu chciałem, bez względu na jego uczucia. To była moja broń przed światem – cięty język. Mimo że przez następne lata znacznie schudłem ten „wewnętrzny” grubas pozostawał w środku. W sumie tak myśląc o tym pogodziłem się z tym, że nigdy nie znajdę dziewczyny. I tak było do mojego 24 roku życia. Szok, ale to prawda. Czy dlatego, że nie miałem powodzenia u kobiet? Wprost przeciwnie. Kobiety niezwykle reagowały na mój cięty język. Ponieważ mówiłem to co chciałem stawałem się nagle kimś wyjątkowym, nieprzeciętnym, a tacy ludzie są najatrakcyjniejsi. Dlaczego jednak pozostawałem sam? Już mówię. „Śpij tylko z kobietą, która mogłaby być matką Twoich dzieci.” Słyszałem to zdanie setki razy od kiedy skończyłem 12 lat. Śmieszne, prawda? Śmieszne jak ktoś nie traktuje tego poważnie. Niestety dla mnie była to jak najświętsza prawda. Nauczyli mnie tego ludzie, którzy sami nie poznali innej miłości niż własnej i do dzisiaj płacą za to cenę. Jednak nie o to tu chodzi. Fakt faktem, że „kupiłem” to. Zostałem zaprogramowany, bez drogi wyjścia. Czułem się zaszczuty, bo jak ktoś kto nigdy nie współżył z kobietą mógł chcieć mieć dziecko z pierwszą z nich? Wprowadziło to straszny dysonans w mojej głowie. Odrzucałem wszystkie kobiety, które próbowały się do mnie zbliżyć, ponieważ nie były dla mnie wystarczająco „dobre”. Z drugiej strony te, które widziałem jako wymarzone w mojej głowie były poza zasięgiem. Ciągle byłem tym małym, zakompleksionym i przestraszonym chłopcem, bojącym się odrzucenia i czującym się niegodnym miłości. Strach rządził moim życiem. I tak zaczęły się studia. Studia miał być to czas zabaw, przygód i wolności. Z dala od domu, nowi znajomi, czysta karta. Mogłem być kim chciałem, jednak życie ma zawsze jakąś niespodziankę. Mieszkałem w akademiku. Suto zaprawiane imprezy alkoholowe w końcu przekształciły się w eksperymenty z paleniem marihuany. Na początku było fajnie, nowe doznania, odloty. Na początku sporadycznie, potem coraz częściej. W końcu zamieszkałem z chłopakiem, który zajmował się sprzedażą i paleniem na co dzień. Tak zaczęły się 2 lata mojego życia, które wpędziły mnie w jeszcze większą depresję i poczucie winy. 2 lata to długi okres nietrzeźwienia, zwłaszcza, że trwało to niemal codziennie. W pewnym momencie pierwsza myśl jaka przychodziła do głowy kładąc się spać to, czy będę miał co zapalić jutro z rana? A jak nie, to jak to załatwić? Nie widziałem innego świata poza tym, który sam sobie stworzyłem. Byłem coraz bardziej wyobcowany, coraz bardziej zagubiony. Świat mnie przytłaczał. Czułem wszystkie żale jak wypełniają moje ciało. Czułem się nic nie wart, niszczyłem się psychicznie i fizycznie każdego dnia. „Jeszcze zapalę i będzie normalnie, tak, jak powinno być” myślałem w duchu. To było straszne doświadczenie, lecz patrząc na nie z perspektywy czasu jestem naprawdę wdzięczny za nie. Dało mi ono możliwość zajrzenia w odmęty piekła i wystrzelenia z procy w kierunku nieba. Ale jeszcze nie teraz, nie. Na czwartym roku w końcu znalazłem kobietę, którą mogłem „zapłodnić” ;) Koleżanka przyjaciółki, przyjeżdżała co 2 tygodnie na zjazdy. Wygłupialiśmy się, było miło. Jednak mój brak doświadczenia, nachalna potrzeba kontaktu i ckliwość odpędziły ją ode mnie. Jak teraz na to patrzę sam bym nie chciał być ze sobą w tamtym okresie mojego życia. Popadłem w miesięczny czas imprez. Zagłuszyć głos własnego umysłu, wyrwać się z rzeczywistości, być gdzie indziej gdzie nie ma cierpienia. Miałem dużo myśli. Bardzo dużo. W końcu czara się przepełniła. Nie jestem pewien w którym dokładnie momencie, ale powiedziałem sobie : „DOŚĆ! Miarka się przebrała!” Po raz pierwszy pomyślałem o tej kobiecie inaczej niż z nienawiścią czy złością za to, że mnie odrzuciła. Pomyślałem raczej o niej jako o aniele, który pokazał mi, że czas na zmiany. Pisząc to teraz faktycznie dopiero sobie to uświadomiłem, że to chyba był ten moment przełomu. Więc powziąłem decyzję, że to już koniec. Zmieniam swoje życie. No więc co dalej? Gdzie idzie ślepiec bez prewodnika? Na szczęście zobaczyłem światło w tunelu, a na imię mu było „Pickup Artist”. „Pickup Artist” jest to program produkcji amerykańskiej, w której główni „bohaterowie” uczą mniej elokwentnych kolegów jak podrywa się kobiety. Czy to nie dzwonek do drzwi? Mam problemy z kobietami, a skoro ktoś może uczyć jak być lepszym w tej dziedzinie, to i ja mogę się tego nauczyć. Tak zaczęła się moja przygoda z podręcznikami podrywania, stronami internetowymi, seminariami i nie zliczę z czym jeszcze. Dzięki mojej doskonałej znajomości angielskiego byłem w stanie śledzić najnowsze i najciekawsze teorie odnośnie sztuki uwodzenia. Jednak wydawało mi się to trochę sztuczne. Oto są ksiązki, w których proces podrywania podzielony jest na etapy : A1 – zagadaj, A2 – zwróć uwagę, B1 – odejdź, B2 – wróć i powiedz to, B3- Znowu odejdź i powiedz to, C1 – wzmacniaj itd. itp. Pomyślałem sobie coś tu jest nie tak. Znam wielu ludzi, którzy są dobrzy w podrywaniu kobiet i żaden z nich nie musiał uczyć się tylu rzeczy na pamięć. Moim najbliższym przykładem był mój starszy brat. W jakiś sposób udało mu się „nie kupić” tych rzeczy, które sprzedawali nam rodzice. On zawsze uwodził kobiety i był w tym dobry. Zazdrościłem mu i w pewnym sensie, mimo że go kochałem, nie nawiedziłem za to, że śpiąc z nimi krzywdzi je, ponieważ nie ma zamiaru się z nimi ożenić. Mówić tu o praniu mózgu. No ale cóż. W każdym razie zacząłem szukać coraz dalej i głębiej. Nie wziąłem prostej drogi szybkich wyników. Postanowiłem zrobić to dobrze, znaleźć tajemnicę, która gdzieś tam jest, zakopana pod stertą bezsensu. Małymi krokami zacząłem odkrywać coraz to nowe rzeczy. Na szczęście i w tym środowisku znaleźli się ludzie, którzy twierdzili, że prawdziwa zmiana zaczyna się w środku. „Zmień siebie a zmienisz rzeczywistość” mówili. Próbowałem wielu rzeczy, hipnozy, afirmacji, medytacji, oświeconych książek, artykułów. Wszystko co wpadło mi w ręce na temat samodoskonalenia. Już nie chodziło o zdobywanie kobiet. Chodziło o stanie się najlepszą wersją samego siebie. Przeczytałem wiele książek i wysłuchałem wielu mędrców. Dla przykładu podam paru z nich, których filozofia jest mi najbliższa. Eckhart Tolle autor „Power of Now” i „The New Earth”. Wspaniałe książki o byciu TU i TERAZ, odrzuceniu swojego ego i bycia tym, kim zostaliśmy stworzeni aby być. Istotami pełnymi nieograniczonej miłości, współczucia i spełnienia. Członkowie Integral Institute w Kalifornii, którzy mówią o trzech aspektach naszego człowieczeństwa: ciele, umyśle i duszy. Każda z nich jest ważna i każda z nich uzupełnia pozostałe. Zaniedbując jedną z nich zaniedbujemy pozostałe. Pewnie jedna z najdziwniejszych postaci ale najbardziej oddziałująca na mnie – Bashar. Wielowymiarowa istota, „kanałowana” (channeled) przez Darrela Ankę. Istota, która asystuje nam od 24 lat w przejściu od świata pełnego nienawiści, strachu i cierpienia do naszej prawdziwej natury. Ludzi wolnych od naszych umysłów, kierujących się pasją w życiu i dobrem innych. To właśnie ta postać zainspirowała mnie aby zostać trenerem. Pomimo iż wielu ludzi nie przyznała by się do wiary w „ufoki” ja jestem pewien, że na miliony i miliardy galaktyk we wszechświecie nie możemy być jedynymi myślącymi istotami. Poza tym jesteśmy na początku naszej drogi. Żyjemy w pięknych czasach w których ludzkość przebudza się z trwającego tysiące lat snu, jakim była przypadająca nam w udziale niepewność, zwątpienie i umniejszenie roli człowieka jak stwórcę swojej rzeczywistości, jako Boga, gdyż Bóg jest wszędzie i pod każdą postacią. Bashar uczy, że należy kierować się swoją pasją w życiu. Każdy ma pewną rzecz, którą uwielbia robić. Czy jest to pichcenie obiadów, czy malowanie portretów czy wskazywanie ludziom drogi najtrudniejsze jest znaleźć to co się kocha a następnie podążać w ślad za tym będąc pewnym, że wszechświat ułoży się w taki sposób, aby spełnić te marzenia. Dlatego właśnie piszę ten list. Przeżyłem coś co pozwala mi zrozumieć człowieka na głębszym poziomie niż było to do tej pory możliwe. Nie mówię, że jestem jedyny, ani że najlepszy. Po prostu twierdzę, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia. Każdy człowiek jest odzwierciedleniem i obrazem Boga. Każdy człowiek ma prawo żyć w zgodzie ze sobą, swoją naturą i innymi. Być sługą dla ludzi. Być inspiracją. Być kimś, kim inni nie odważyliby się być, właśnie po to by pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych. Taka jest moja historia. Nie jest to jej koniec, wręcz przeciwnie, jest to dopiero początek. Nie wiem jak się ułoży moje życie. Wiem jednak jedno. Wiem, że kiedy mówię do ludzi o tym, co mi się przydarzyło i jak widzę ich samych, że mogą być kim sobie wyśnią, widzę w ich oczach nadzieję. Widzę, że mnie naprawdę słuchają, że wierzą w to co mówię, że nie przytakują mi z politowaniem ale z chęcią dowiedzenia się więcej. I to jest największa nagroda jaką można dostać. Ten błysk w oku, ta nutka zrozumienia, te uczucie, jakbyś uratował komuś życie. Dlatego powziąłem decyzję, że to będzie droga jaką obiorę w swoim życiu. Nie wiem jak, nie wiem kiedy ani gdzie. Moje studia nie mają z nią nic wspólnego, zresztą to życie jest najlepszym nauczycielem. Dla wszystkich, którzy to czytają wysyłam wyrazy miłości i podziękowań za to, że miałem możliwość podzielenia się z Wami swoimi przeżyciami i przemyśleniami. PS. Żeby nie być gołosłownym .. jest to fragment listu motywacyjnego, który wysłałem do szkoły trenerów organizujących szkolenia finansowane z UE. Jestem po studiach elektrycznych, nie mam zadnego doświadczenia w tej dziedzinie. Zapewne sa ludzie po psychologii, innych szkoleniach, ktorzy maja lepsze kwalifikacje. Lecz wiecie co? Przeszedlem pierwszy etap i dostalem sie na rozmowe kwalifikacyjna! Jestem niezwykle podekscytowany! Radosc emanuje ze mnie w kazdym kierunku. W sobote jade do Krakowa, gdie odbedzie sie rozmowa. Mam przygotowac 10-min prezentacje i pozniej 30 min wywiad. Nie wiem jeszcze co bede mowil, ale WIEM, ze odpowiednie slowa przyjda mi do glowy w odpowiednim czasie! Jest to cos co CHCE robic i nic mnie nie powstrzyma :) 3majcie kciuki, bede informowal na biezaco :)



