-
Lady Starlight
Mistrz marzeń - Possesed by Loneliness and Void... // Engel & Maskineri...
"Na samotność skazują człowieka nie wrogowie, lecz przyjaciele"
kategoria:
Miłość, Rodzina ,
status:
tagi:
Samotność,
Anioł,
Osamotnienie,
Pustka,
Zimno,
Ciemność,
Koszmar,
Opuszczenie,
Naiwność,
Miłość,
Przyjaźń,
Wiara,
Ból,
Cierpienie,
Tęsknota,
Udręka,
Lęk,
Strach,
Rozpacz
- Opis marzenia
-
Pewnie to okrutne z mojej strony, ale już jakiś czas temu zakochałam się we własnym przyjacielu - w Aniele. Nie mogłam jeszcze pogodzić się z bólem po rozstaniu z Ponuraskiem, a już się zakochałam. Na początku Anioł, kiedy dowiedział się, że się zakochałam (swoją drogą, próbował nakłonić mnie, bym to powiedziała, podobno domyślał się już od dłuższego czasu), zachowywał się tak, jakby ucieszył się z tego. Potem było coraz lepiej, chociaż raz pod górkę, raz z górki - zdarzyło się wiele radosnych i wiele przykrych rzeczy - ogólnie akurat ten fragment to dłuższa historia. Jednak, kiedy byliśmy u księdza razem, to powiedział Aniołowi, że nie może się tak przytulać, bo kobietom bardzo łatwo narobić nadzieję (swoją drogą, jakby samo przytulanie mi jej narobiło - słyszałam, że mam okazję stać się kiedyś jego małżonką, małą, ale jednak była taka szansa, była szansa, że może i on mnie pokocha, cieszył się, że się zakochałam z początku, chociaż potem to już i martwił go ten fakt, chodziliśmy razem za ręce i wiele innych zdarzeń i zwłaszcza słów wpłynęło na to, że nabrałam nadziei, że może w końcu ktoś mnie pokocha, że będę może już z tym kimś szczęśliwa do końca moich dni). Ale nie, nie będę... Zostałam znowu sama w mojej krainie lodu... Ja - Królowa Śniegu - tak zimna i tak ciężka do pokochania... Zawsze samotna, tak zawsze tak samo opuszczona... Na dodatek Anioł jest wspólnym przyjacielem moim i UnrealStrangera - U.S. donosi Aniołowi o wszystkim i vice versa. Czuję się osaczona i jakże samotna. W sumie smutno mi, że u mnie i UnrealStrangera nie jest już nic takie jak kiedyś, co powoduje, że czuję się jeszcze bardziej samotna. Jeszcze bardziej opuszczona. Od kiedy wyjechałam na studia mam też gorszy kontakt z przyjaciółmi z mojej miejscowości, ale ten stan utrzymuje się już od 1,5 roku, tak więc to akurat nic nowego. Ale to nie wszystko. Strasznie ciężko było mi w sobotę tydzień temu, po tej rozmowie z księdzem - jeszcze ciężej ze świadomością, że Anioł nigdy nie przytuli, że zostałam opuszczona. A kiedyś zarzekał się, że on tak łatwo się nie wycofuje... Więc dlaczego się wycofał? W niedziele jak się spotkaliśmy nie byłam jakoś w stanie cokolwiek wypuścić z gardła - spotkaliśmy się tylko w kościele, po jakoś było mi strasznie ciężko. Powiedział, że ma mi dużo do powiedzenia, że przyjdzie w czwartek, jeśli chcę, więc przytaknęłam, że chcę. Czekanie do czwartku było prawdziwą męką. Zrobiłam obiad, chociaż szczerze mówiąc ciężko było mi się za to zabrać... Czekałam... Czekałam... Nie przyszedł... W piątek też nie, nawet nie odezwał się... Po czekaniu w czwartek nie byłam w stanie odezwać się pierwsza - zresztą w poprzednie dni ja się odzywałam, a on tylko odpowiadał a przywitanie i nic więcej. Dzisiaj sobota... I od tygodnia nic więcej oprócz Pustki... Nic poza Samotnością. Samotność - to chyba moja jedyna wierna przyjaciółka, która nigdy mnie nie opuści, zawsze zostanie. Czasem myślę, że jednak głupia ze mnie dziewczyna. Ciągle ufam ludziom, ciągle w nich wierze. Anioł mówił kiedyś, że kiedy A. go odrzucała nie został samotny - znalazł ukojenie w Bogu. Ale gdzie teraz jest Bóg? Gdzie, kiedy jestem taka sama i potrzebuje ratunku? W końcu dotarło do mnie... Bóg też nie potrzebuje takich śmieci jak ja. Ani Anioł, ani UnrealStranger, ani Jezus, ani Ponurasek, ani Domi, ani nikt inny... Oto tak jestem tak całkiem sama i tak całkiem Pusta i tak mi zimno... Marzę o tym, by ten koszmar się już skończył - nie chcę już w nic ani nikomu wierzyć... Nie chcę już cierpieć... Chcę zasnąć, a kiedy wstanę - chcę, by ten zły sen, ten koszmar, którym jest moje życie prysnął i nie wracał, jakby nigdy go nie było...



